Hayate No Gotoku- Recenzja
Hayate no Gotoku- 52 odcinkowa historia o pewnym pechowym nieporozumieniu, z lekkim zabarwieniem komediowo- absurdalnym.
Pech, nieszczęście, niepowodzenie, zawsze nam się przytrafia w najmniej spodziewanych miejscach i najmniej spodziewanym czasie i zawsze działa na naszą niekorzyść. Od zawsze ludzie uważali że pech niektórych trzyma się bardziej niż innych, ale kiedyś odchodzi. A co powiecie na to aby poznać chłopca którego pech nigdy nie opuszcza? Chłopca mającego mnóstwo długów? Chłopca którego opuścili rodzice? Chłopca ściganego przez mafie, wierzycieli i innych niebezpiecznych ludzi, do których bez kija nie podchodź?
Ayasaki Hayate, bo tak na imię ma ów pechowy osobnik, pracując ciężko aby utrzymać dom i swoich rodziców, znalazł się w nieciekawej sytuacji. Pewnego dnia rodzice zabrali wszystkie pieniądze i wyjechali w siną dal realizując swe marzenia, a jego zostawiając samego, wraz z długiem o wysokości 150 milionów jenów. Jakby tego było mało, Hayate jest teraz ścigany (a jakże!) z powodu długu. Chłopak na krawędzi załamania, decyduje się na desperacki krok. Na porwanie...
Poszukując dobrego celu, przypadkowo spotyka, niezmiernie bogatą, samotnie stojącą w parku dziewczynę, Sanzenin Nagi. Lecz i w tej chwili pech go nie opuszcza, ponieważ dziewczyna źle interpretuje jego źle dobrane słowa i zamiast porwania, wychodzi na to że młodzian (prawie) wyznał jej miłość (!).
Ale jak pech to pech i dziewczyna zauroczona chłopakiem, zostaje naprawdę porwana przez prawdziwych zbirów. Lecz Hayate, ma zbyt miękkie serce, aby pozwolić na tą niegodziwość więc ratuje dziewczynę z opresji. Oczarowane dziewczę, za ten bohaterski czyn (i usłyszawszy o jego ciężkiej sytuacji), pozwala pracować na swojej posiadłości jako lokaj, pod pretekstem odpracowania długu. Lecz to dopiero początek…

Tak mniej więcej rysuje się zaczątek fabuły, która nie jest tak jednoznaczna, prosta i bezsensowna na jaką się wydaje. W założeniach twórców jest to komedia zmiksowana z różnymi innymi gatunkami i podgatunkami. I z tego wszystkiego wychodzi humor dość absurdalny i w niektórych momentach dość dziwny. W samej serii mamy tysiące odniesień do różnych innych anime, nawet w samych kwestiach bohaterów (Bądź co bądź „zaiksowanych” ale kto się dobrze orientuje w tematyce Mangi i Anime, bez trudu rozpozna czego dotyczyły) można znaleźć odniesienia. Głownie fabuła skupia się na pokazaniu relacji między bohaterami, a sami bohaterowie mają złożoną osobowość, z bogatą historią.

A postaci w anime jest nader sporo, niektóre pojawiają się częściej, niektóre rzadziej, lecz żadna nie jest wpychana na siłę. A wszystkie poczynania bohaterów komentuje wszechobecny narrator. Narrator nie dość że jest wszechobecny, to nasi bohaterowie go słyszą i prowadzą z nim dialog. Niekiedy też komentuje nadprzyrodzone zjawiska takie jak pojawienie się dmuchawców w zimę albo płatków wiśni na jesień (Absurd? To jeszcze nic).
Głosy postaci są dobrze dobrane i znane z innych serii np. pod Sanzenin Nagi podłożyła głos Rie Kugimiya (Taiga „Toradora”, Shana „Shagukan no Shana”) a pod Ayasaki Hayate, Ryoko Shiraishi (Mai-kun „D.C ~Da Capo~”, Aoi Nogami „Zettai Karen Children”).

Teraz powiem o względach technicznych anime. Samo anime ma bardzo ładną i przyjemną dla oka kreskę, aczkolwiek w niektórych scenach uprościli ją stosując prostsze kolory i otoczenie. Lecz w sumie nie przeszkadza tak w bardzo w odbiorze anime. Natomiast w scenach kulminacyjnych (lub ważnych dla anime) kreska jest dopracowana w najmniejszych detalach.
Jeżeli chodzi o muzykę, to twórcy trochę standardowo potraktowali ją. Jak zwykle w takich dużych seriach jest kilka motywów muzycznych, które po dłuższym czasie po prostu się nudzą. Ale na szczęście nie potraktowali po macoszemu, openingów (w sumie całe anime ma 2 openingi). Oba utwory opening są bardzo dynamiczne i ładnie wtapiają się w anime, z czego miałem wrażenie że napisano je specjalnie pod anime. Podobnie jest z endingami które też są ładnie skomponowane i pasują do anime (są 3 endingi).

Jak to mówią, nie ma róży bez kolców (lub dymu bez ognia). Jest parę minusów w anime, a najpoważniejszym jest to, że cała seria jest strasznie nierówna. Niektóre odcinki szybko i świetnie się ogląda, natomiast niektóre epizody zostały tak jakby na siłę wepchnięte i nijak nie pasują do anime. Fabuła też nie jest jakoś szczególnie porywająca i przyciągająca. Wg mnie twórcy mogli bardziej wykorzystać ten pomysł. Może też przerażać fakt, że całość ma 52 odcinki i z początku epizody nie są ze sobą jakkolwiek mocniej powiązane.
Podsumowując całe anime posiada bardzo absurdalny humor podchodzący pod parodię, który jednak nie przypadnie wszystkim do gustu. Natomiast jeżeli niezwracany uwagi na humor i fabułę, mamy bardzo dobrze przestawione relacje między bohaterami i innymi postaciami. Jednym słowem kolejne anime stawiające treść ponad formę.
AgentCiacho
PS.
Taka ciekawostka dla zainteresowanych. Właśnie w toku jest 2 seria tegoż anime. Tak po krótko powiem, że to co do tej pory widziałem trzyma poziom 1 serii, a nawet go przebija. Twórcy zmniejszyli trochę absurdu i rozwinęli fabułę, która idzie z zawrotnym tempem. Ale na recenzje przyjdzie czas jak zobaczę całość.
I oczywiście zapraszam na zapoznanie się z recenzją na anime.tanuki.pl








