K-On! Odcinek 3
Trzeci odcinek już za nami - najwyższy czas przestać się lenić i zacząć grać!
Klub - w komplecie, instrumenty - są, zapał - cała masa... nic tylko rozpocząć ćwiczenia! O niczym innym nie myślały nasze bohaterki, na czele z Yui, która niezwłocznie zabrała się do grania na swoim nowym, pięknym Gibson Les Paul [miejsce na ciche pochlipywanie redaktora]...

Niestety życie, a w szczególności to szkolne, nie jest takie łatwe, proste i przyjemne, i grubą jego część trzeba przeznaczyć na naukę. Jednak oczekiwanie od tak roztrzepanej osoby jak Yui, tego że będzie pamiętać semestralnych egzaminach (tch! błahostka) nie jest specjalnie uzasadnione...

Udawało się w gimnazjum, uda się i w liceum - pomyślała sobie Yui, po czym oblała test. Nie była by to jeszcze taka tragedia, gdyby nie to, że osoba która egzaminów nie zaliczyła nie może uczestniczyć w życiu klubowym, a więc jakby nie patrzeć - light music club traci członka, a idąc jeszcze dalej nie ma prawa istnieć.
Tym sposobem przed naszą bohaterką stanęło wielkie wyzwanie: od tego momentu nie walczy już z wiedzą tylko dla siebie, teraz zależy od niej przyszłość całego klubu!

Tak więc Yui niezwłocznie zabiera się za naukę, najpierw sama, później z pomocą przyjaciółek(które okazują się mniej lub bardziej pomocne), po drodze poznajemy jeszcze nieco bliżej dojrzałą Ui, wcinamy kanapeczki od Nadoki-chan oraz ciacho od Mugi, szybko zmierzając do szczęśliwego finału.

Odcinek podobał mi się dokładnie tak samo jak dwa poprzednie - mam dziwne wrażenie że napiszę to jeszcze 10 razy. Szczególnie akcja z paluszkami Mio z samego początku, no i wyobrażenia Ritsu dotyczące siostry Yui.







