Forum DysusyjneCzatGaleria

K-On! Odcinek 1

No i doczekałem się, pierwszy odcinek nowego anime ze stajni studia Kyoto Animation ujrzał światło dzienne. Nie oczekiwałem czegoś ambitnego, tylko zabawnej, niezobowiązującej serii - panie i panowie... to jest dokładnie to.

Komedyjek szkolnych jest cała masa i część widzów z pewnością z miejsca je skreśla - bo jakie są niektóre z nich to wiadomo. Po pierwszym odcinku z pewnością można powiedzieć, że K-On! nie zachwyci widza oryginalnością - takie rzeczy już były wałkowane wielokrotnie i praktycznie nic nowego się tutaj nie znajdzie, chociaż trzeba przyznać ze dodanie wątku muzycznego jest ciekawym pomysłem.

Właściwie rozpisywanie się nad przebiegiem fabuły nie ma większego sensu - bo jest ona prosta jak konstrukcja cepa.

Yui Hirasawa to pierwsza osoba którą ujrzały nasze oczy. Już na pierwszy rzut oka widać, że raczej nie można nazwać jej osobą rozgarniętą. Bohaterka wstała, pognała do szkoły(w końcu to pierwszy dzień, a więc trzeba), aby z wielkim entuzjazmem rozpocząć naukę w liceum. Jednak już od początku dręczy ją jeden problem - do jakiego klubu się zapisać? Co ze sobą zrobić?


Po długim biegu trzeba się chwilę napatrzyć na nową szkołę...

Jak to często bywa z ludźmi, lubią iść po najmniejszej linii oporu(och tak, popieram to działanie). Dlaczego by więc nie wybrać Light Music Clubu? Z pewnością zajęcia tam są niesamowicie proste. Oh Yui, nie mów hop!


Bo jak Ritsu ma pomysła to... bywa ciężko

Na taką właśnie owieczkę czyhają wszelakie kluby w szkole, a szczególnie jeden klub muzyczny pod przewodnictwem charyzmatycznej przewodniczącej...

A co ja będę opisywał - skład się zebrał, śmiesznie było, a na koniec bohaterki zaszczyciły nas nawet małym występem - całkiem przyzwoitym, biorąc pod uwagę brak gitary. I tak oto klub muzyczny został skompletowany...


A jednak dołączy? No niech mnie ktoś kutwa uszczypnie!

Teraz trochę o tym jak to anime się prezentuje.

Generalnie u mnie wrażenia jedynie pozytywne. Postacie są bardzo sympatyczne i z miejsca zyskują sympatię widza. Oczywiście nie prezentują sobą nic czego byśmy nie widzieli - jednak każda z nich posiada bardzo wyraźny charakter dzięki czemu już na początku zyskujemy kilka zabawnych scenek.

Technicznie jest nieźle, grafika jest dobra, a biorąc pod uwagę gatunek nawet bardzo dobra. Postacie narysowane są ładnie, tła są w miarę szczegółowe, granie na instrumentach zanimowane całkiem nieźle. Pojawiło się tutaj sporo efektów super-deformed, miłych dla oka i do tego bardzo komicznych.

O samej ścieżce po jednym odcinku nie można za wiele powiedzieć, natomiast o openingu i endingu i owszem. Czołówka prezentuje się nieźle, wykonują ją seiyuu czterech głównych bohaterek i wygląda to całkiem fajnie.


Ach, nie bójcie się... to tylko ending

Natomiast ending jest bardzo dobry. Piosenka od razu wpada w ucho, a łącząc ją z naprawdę ciekawym wykonaniem otrzymujemy kawałek, którego za żadne skarby świata nie chce się przewijać.


I jeszcze jedna klatka z endingu, a co tam ;)

Pierwszy odcinek napawa optymizmem. Kyoto Animation staje na wysokości zadania i tworzy dokładnie to czego można po tym tytule oczekiwać.

Póki co podoba mi się bardzo. Fragment oceniam na 8, chociaż myślę że cała seria ma szansę na ocenę wyższą o 1 oczko.

Do zobaczenia za tydzień ;)

5
Średnia ocena: 5 (1 głos)

Ostatnio w blogach